wtorek, 27 września 2016

Lampiony - Katarzyna Bonda

Lampiony – długo wyczekiwana trzecia część tetralogii Katarzyny Bondy, której żywiołem patronackim jest ogień, wchodzi do księgarń już jutro.

Tym razem autorka bardziej niż na wątek kryminalny – który nota bene wciąż króluje – postawiła na grę miastem. To Łódź, nie kto inny, nawet nie Sasza Załuska, jest tutaj główną bohaterką.

Od Okularnika, który wzbudził we mnie ogromne emocje, minęło już nieco czasu. Głowa uwolniła się od myśli towarzyszących tamtej lekturze i gotowa była na rozniecenie prawdziwego ognia.

Czy się udało? Czy Bonda po raz kolejny rozpaliła moją wyobraźnię, czy też pozostawiła po lekturze jedynie mały, tlący się płomyk dobrych wrażeń?

Sasza Załuska, co nie w  smak jest niektórym jej byłym współpracownikom, dzięki sile kobiecej zostaje przyjęta do gdańskiej policji. Jej pierwszym zadaniem jest stworzenie profilu podpalacza, który dziesiątkuje Łódź. Przestępca nie tylko sprawia, że miasto płonie, ale wielokrotnie także i wybucha. Zdaje się, że ktoś przyjął za punkt honoru wypalić je do cna. Jakby tego było mało wydarzeniom towarzyszą napady, szczególnie na bezdomnych, cudzoziemców oraz naiwnych starszych ludzi, od których wyłudzane są pieniądze. Krążą także plotki, że w mieście pleni się szajka należących do ISIS terrorystów, co wzbudza powszechną panikę. Załuska nie ma łatwego zadania – mnogość dramatycznych wydarzeń wydaje się zacierać ślady, maskować trop prawdziwego podpalacza, rzucając podejrzenia na coraz to nowe osoby. Wydaje się również, że wszystko to, co dzieje się w  Łodzi dąży do szaleńczego oczyszczenia i wypalenia miasta – ze zła czy z dobra – odpowiedź na to pytanie musi znaleźć bohaterka sama.

Bonda wie co robi, wprowadzając na scenę mnogość bohaterów, którzy początkowo wprawiają czytelnika w  dezorientację – dzięki temu zabiegowi może on choć przez moment, choć w minimalnym stopniu poczuć się jak wrzucona w  centrum wydarzeń profilerka.

Mimo jednak, że na scenę wprowadzonych zostaje gros postaci, a całość powinna pędzić jak szalona – większą część powieści wynudziłam się, oczekując chwil napięcia, zmian kierunku śledztwa czy chociażby momentu zaskoczenia. Dopiero ostatnie kilkadziesiąt stron wciągnęło mnie na dobre, nie zdołały one jednak zatrzeć w pamięci kilkuset minionych, których lektura szła mi nieco opornie.

Dużo w części tej wątków z  prywatnego życia Saszy – mogę Wam zdradzić, że wiele się w nim zmieni. Powieść oczywiście urywa się – ale do tego nas już Bonda przyzwyczaiła – w  punkcie zapalnym, sprawiając, że kolejnego tomu – mimo nie do końca spełnionych oczekiwań – tęsknie będziemy wypatrywać w  zapowiedziach wydawniczych.

I tak też robię. Oczekuję zakończenia tetralogii co najmniej na miarę Okularnika,a mam nadzieję, że i na jeszcze lepszą, nie zrażając się chwilowym zawodem.

Recenzje poprzednich tomów:

Inne książki Bondym na blogu:

poniedziałek, 26 września 2016

Konkursy, konkursy


Czy wiecie, że na Facebooku dużo się dzieje?
W ciągu minionych dwu tygodni mieliście już szansę zgarnąć Dziedzictwo Orchana, Pokochaj swoje ciało i Dwadzieścia siedem snów.



Dziś ruszył kolejny konkurs, a Wam mogę zdradzić w sekrecie, że najbliższe dni, to kolejne niespodzianki:)

Sami zobaczcie, co Was czeka:)




Zapraszam!:)



czwartek, 22 września 2016

Kobiety Witkacego. Metafiyczny harem - Małgorzata Czyńska



Bogate życie Witkacego – tak uczuciowe, jak erotyczne i umysłowe – jest znane niemalże każdemu. Otwarty związek z Niną Witkiewiczową pozwolił artyście na spełnianie się w każdej ze sfer życia, a liczne zdrady stały się dla kobiety sprawą tak oczywistą i codzienną, że dopóki nie dotyczyły innych bliskich jej sercu osób, starała się przechodzić nad nimi do porządku dziennego. Dzięki takiemu postawieniu sprawy, Witkacy mógł oddawać się twórczości – a ta, co rusz pchała go w ramiona kolejnych kobiet, których faktyczny (meta)fizyczny harem przetoczył się przez całe jego życie. Witkacy, niczym wspomniany przez Małgorzatę Czyńską Pigmalion, próbował stworzyć swoją Galateę i na tych próbach upłynęło mu całe życie.

Jako mężczyzna tak chmurny, jak błyskotliwy i przystojny – zachwycał płeć przeciwną nieustannie. Intrygował, zdaje się, wszystkich. Szybko się zakochiwał i szybko odchodził, a jedyna kobieta, której – na swój rozum – pozostawał wierny, to Nina.

W jego ramionach lądowały kobiety różne,  w tym Maria Pawlikowska-Jasnorzewska (największy cios dla żony artysty) czy Zofia Boy-Żeleńska. Czarował je, mamił, uwodził, zachwycał demonicznym spojrzeniem, uwieczniał na portretach i…odchodził do innej.

Autorka przedstawia wyskoki Witkacego tak naturalnie, jakby były one zachowaniem co najmniej akceptowanym społecznie i często spotykanym. Mimo że niemalże każda strona książki, to nowy romans czy narkotyk, publikacja daleka jest od kontrowersji. Witakcy był jaki był. Każdy to wie(dział) i nie ma tu już miejsca na szokujące wyznania czy nowe fakty. Możemy obserwować życie artysty przez wiele lat, aż do tragicznego końca.

Mimo niewątpliwie fascynującej tematyki, zbyt wielki chaos i brak linearności działa na niekorzyść książki – sprawia ona raczej wrażenie szkicu, migawek z życia, albumu z krótkimi adnotacjami, ze zdjęciami dołączonymi w  przypadkowych miejscach.

Nie dość, że żadna z przedstawionych sylwetek nie została zarysowana w pełni, to jeszcze skoki czasowe burzą konstrukcję publikacji, sprawiając, że mimo doskonałego zamysłu, realizacja pozostawia wiele do życzenia. To, co jest napisane – zrobione jest dobrze, widać, że autorka urodziła się z piórem w ręku, szkoda tylko, że treściowo wszystko jest potraktowane tak bardzo po łebkach, a i redakcja i uporządkowanie rozdziałów nie do końca zadowala.


Wartością dodaną jest jednak z całą pewnością inspiracja do sięgania po teksty samego Witakacego, przede wszystkim zaś po listy do żony, które we fragmentach były tutaj cytowane. I jako wstęp do dalszej lektury – sprawdza się. Poza tym jednak mocno mnie rozczarowała. To, na co czekałam jak na szpilkach, okazało się niedopracowane i przede wszystkim – mało obszerne.

środa, 21 września 2016

Zimne ognie - Simon Beckett



Nie jest to Beckett jakiego znamy z serii rozpoczynającej się naturalistyczną Chemią śmierci, lecz poziom pisarstwa został utrzymany. Fani mający w pamięci poprzednie książki pisarza mogą być rozczarowani, bowiem podobnie obrazowych opisów zbrodni tu nie znajdziemy – rzecz bowiem zbrodni jako takiej nie dotyczy.

Kate Powell to samowystarczalna singielka. Wykształcona, odnosząca sukcesy zawodowe, spełniona w pracy i przyjaźni, coraz częściej jednak myśląca o dziecku. Jako że w związek nie chce się wikłać, jedynym sensownym rozwiązaniem sprawy wydają jej się kliniki oferujące opcję sztucznego zapłodnienia nasieniem nieznanych kobiecie, choć przebadanych i gruntownie sprawdzonych – tak fizycznie jak psychologicznie – dawców. Bohaterce nie podoba się jednak wizja ojca, którego nie widziała, i którego nie może sprawdzić na własną rękę. Tak jak i we wszystkich dziedzinach życia, tak i tu decyduje się przejąć kontrolę. Postanawia zamieścić anons w specjalistycznych czasopismach. Dzięki temu, w swojej opinii, będzie miała pewność, że jej ogłoszenie trafi jedynie do mężczyzn wykształconych i na poziomie, czytujących fachowe magazyny.

Na notkę odpowiada Alex Turner – zdawałoby się, dawca doskonały. Przystojny, zawstydzony całą sytuacją psycholog, którego bogata historia pracy w zawodzie przekonuje Kate, że znalazła odpowiedniego kandydata. Kobieta wbrew pierwotnym planom, spędza z  mężczyzną coraz więcej czasu, chcąc, nie chcąc, angażując się emocjonalnie…

Szybko okazuje się, że nie nad wszystkim – mimo chęci i zaangażowania – można w życiu zapanować, a każda drobna pomyłka może prowadzić do prawdziwego nieszczęścia.

To co wydawca nazywa thrillerem psychologicznym, zaczyna nim być bardzo późno, tym bardziej jak na tak krótką powieść – mniej więcej po lekturze ¾ książki. Wcześniej mamy do czynienia z bardzo długim, aczkolwiek koniecznym wprowadzeniem do sedna sprawy, nakreśleniem kontekstu i zarysowaniem całej sytuacji ze wszystkich niezbędnych stron.

Autor bardzo sprawnie zarysowuje portrety psychologiczne bohaterów i gra z czytelnikiem – choć po jakimś czasie możemy już spodziewać się rozwiązania, niewątpliwą przyjemność sprawia dochodzenie do niego wytyczonym przez pisarza szlakiem.

Mimo że Beckett wciąż pozostaje mistrzem kryminału, do perfekcji w budowaniu napięcia na miarę rasowego thrillera psychologicznego wiele mu brakuje. Książka napisana jest sprawnie i gwarantuje rozrywkę na poziomie, doskonałą na jeden z coraz dłuższych jesiennych wieczorów.



wtorek, 20 września 2016

Trochę inny dziennik. 52 listy na każdy tydzień roku - Moorea Seal


Odkąd pamiętam, uwielbiałam robić listy. Dzieciństwo, dojrzewanie i teraz, wczesna dorosłość, płynęły i płyną mi pod znakiem planowania, notowania, organizowania, segregowania. Ci, którzy mnie dobrze znają, wiedzą, że listy można znaleźć u mnie wszędzie i dotyczą one wszystkiego – dzięki nim czuję się stabilniej, bardziej komfortowo, trzymam rękę na pulsie na tyle, na ile to możliwe.

Nikogo zatem nie powinno dziwić, że widząc zapowiedź książki Trochę inny dziennik. 52 listy na każdy tydzień roku, nie mogłam przejść obok niej obojętnie. Przecież sama mogłam ją napisać!

Po części tak też jest – autorka bowiem jedynie sygnalizuje to, czym czytelnik ma książkę wypełnić. Listy podzieliła zmyślnie – porami roku. Do każdej z nich przyporządkowała odpowiednią ilość tematów, których mają one dotyczyć. Nie będzie to zatem książka zabazgrana listami zakupów, lecz nietypowy pamiętnik, notatnik uważności czy też  miejsce, w którym zanotujemy to, co nas w danej chwili inspiruje, sprawia nam przyjemność, przykrość etc.

Kolejność wypełniania jest dowolna – można robić to linearnie, a można zacząć w tym miejscu, w którym właśnie astronomicznie się znajdujemy. Na jesień autorka zaplanowała dla nas między innymi stworzenie list piosenek na poprawę humoru; rzeczy, które nas uspokajają; ulubionych książek czy naszych życiowych osiągnięć. Na zimę: cele i marzenia na ten rok; sprawy, o których wolimy nie myśleć; ulubione cytaty. Na wiosnę: podróże naszych marzeń; to, co nas motywuje; nasze małe dziwactwa czy też rzeczy, które dają nam siłę. Na lato zaś: przeszkody stojące na drodze do spełnienia naszych marzeń; najpiękniejsze rzeczy na świecie, a także najlepsze sposoby na dodanie sobie energii.

Pod każdą listą znajduje się plan do wykonania, dzięki czemu całość staje się nie tylko miejscem zapisu myśli, ale też motywacją do działania.


Mimo że taki zeszyt list każdy z nas mógłby stworzyć samodzielnie, przyjemnie jest korzystać z ładnie wydanego notatnika, mającego inspirować, pomagać porządkować myśli i przeżywać mijające dni z większą świadomością. Mnie się podoba!

poniedziałek, 19 września 2016

Nie jesteś sobą - Michelle Wildgen



Nie jesteś sobą to historia, która niejednemu mogłaby wycisnąć łzy z oczu. Mogłaby, choć raczej tego nie zrobi. Utrzymana w słonecznej tonacji okładka wcale nie zapowiada miejscami przytłaczającej treści.

Oto trzydziestosześcioletnia Kate, bizneswoman, która doskonale spełniała się w kuchni, otoczona niegdyś wianuszkiem przyjaciół i znajomych, cierpi na stwardnienie zanikowe boczne. Choroba postępuje wyjątkowo szybko, w  mgnieniu oka przykuwając kobietę do wózka inwalidzkiego. Opiekę sprawuje nad nią mąż, jednak, by prowadzić w miarę normalne życie, potrzebna jest mu pomoc. 

Zatrudnia Bec – młodą dziewczynę uwikłaną w romans z żonatym mężczyzną, swoim wykładowcą.
Bohaterka ma pomagać kobiecie podczas wakacji w podstawowych kwestiach – musi ją umalować, uczesać, wypełnić domowe obowiązki.

Szybko jednak okazuje się, że życie Kate jest jeszcze bardziej skomplikowane – jej mąż nie radzi sobie z chorobą żony i po serii zdrad postanawia ją opuścić, zostawiając kobietę samą sobie.
Bec widząc tragedię kobiety, którą się opiekuje, zacznie zadawać sobie trudne pytania o sens własnego życia.

Michelle Wildgen utkała powieść afirmującą życie, która daleka jest od ckliwości. Mimo że podejmuje ona ważki temat i napisana jest sprawnie, miałam wielką trudność z dostatecznym zaangażowaniem emocjonalnym – wydaje się, że w warstwie językowej zabrakło czegoś, co stanowiłoby rusztowanie powieści, pozwalało na głębokie przeżywanie historii, połączone z eksplozją uczuć. Nie jest ona tak dobra, jak się spodziewałam. Odnoszę wręcz wrażenie, że w przypadku tej historii, film z  Hilary Swank w  roli głównej, może mieć zdecydowanie większą moc rażenia. To, co tutaj zostało niedopowiedziane i niedopracowane, prawdopodobnie doskonale wybrzmi w języku filmowym.


Zbyt wiele opisów codziennych czynności, zbyt mało głębi.

___________________

Czytałeś/widziałeś ekranizację "Nie jesteś sobą"?
Bohaterka powieści przegrała walkę ze stwardenieniem zanikowym bocznym, jednak jest jeden Polak, który za punkt honoru postawił sobie wygraną.
Jeszcze kilka dni możecie go wesprzeć: