wtorek, 28 marca 2017

Księga morza - Morten A. Strøksnes




Nawet gdybyśmy całe Himalaje zatopili w największych głębiach morskich, rozległy się tylko wielki plusk i cały kompleks zniknąłby bez śladu[1]

Wyobraźcie sobie, że znajdujecie się na samym środku Morza Norweskiego na maleńkim pontonie. Wokół Was jedynie bezkresna woda, pieniące się fale, widok ciągnących się Lofotów, a z oddali migoczące światło latarni morskiej.

Pod Wami niezliczone bogactwo fauny i flory zasiedlającej morskie, niezbadane głębiny. Orki, kaszaloty, morświny, rekiny a pośród nich ten jeden, nieuchwytny – rekin polarny. To on staje się celem Waszej podróży, on stanowi pretekst do wypłynięcia na morze i zakosztowania samotności płynącej z przebywania w samym sercu morskiej toni.

Źródło
Ośmiometrowy gigant ważący ponad tonę, żyjący nawet do pięciuset lat. Na niego to planują zaczaić się Morten A. Strøksnes wraz z przyjacielem Hugonem, rybakiem i malarzem, znawcą mórz. Ich polowanie nie będzie łatwe – trwać będzie bowiem rok. Stanie się za to głośno komentowaną wyprawą w lokalnej społeczności.

Księga morza jest nie tylko zapisem wydarzeń związanych z połowem i kolejnymi podejściami do złowienia rekina polarnego, ale także – a dla nas, czytelników, przede wszystkim – świadectwem życia na morzu i skarbnicą fachowych wiadomości. Autor jako pokładowy kronikarz skrzętnie notuje wszystko – tak zmiany pogody, jak i informacje dotyczące morza, przetrwania na nim, a także ciekawostek dotyczących zamieszkujących je istot. Publikacja ta to nieokiełznana głębia porywających informacji o tym, co i kogo spotkać można w morskiej toni, o tym, jak mały czuje się człowiek w obliczu bezkresnego oceanu, jak niewiele znaczy, gdy wokół niego szaleje sztorm, a z głębin słychać odgłosy morskiego życia. Życia, które dało początek ziemi i jej mieszkańcom.

Przebywanie na morzu uczy pokory oraz szacunku do otaczającego nas świata, który z taką łatwością dewastujemy. Autor pomiędzy zapisami podróży, snuje rozważania ogólnoludzkie, uniwersalne, dotyczące ekologii, ochrony środowiska, pochodzenia człowieka, sensu jego istnienia w świecie, jego miejsca w ekosystemie, w historii ewolucji.

Autor zdaje się mówić, że jeśli pogubiliśmy się w codzienności i chcemy złapać dystans oraz na nowo uporządkować swoją hierarchię wartości i miejsce w świecie – wystarczy wypłynąć na morze, a w naszej głowie wszystko wróci na właściwe tory. Takiego wyciszenia i lekcji pokory nie doświadczymy nigdzie indziej z taką intensywnością. Polowanie na rekina polarnego, mimo że jest celem, jest także wymówką do szukania siebie w głębinach.

Głębokie, czarne, słone morze toczy się ku nam, zimne i obojętne – zupełnie pozbawione empatii. Nie angażuje się, jest tylko sobą. To jego codzienność. Nie potrzebuje nas do n iczego, nie obchodzą go nasze nadzieje ani lęki – a już na pewno nie troszczy się o nasze opisy. Jego mroczna siła przyciągania ma moc absolutu. [2]

Jeśli niesłusznie sądzicie, że Księga morza Mortena A. Strøksnesa przeznaczona jest jedynie dla tych, którym tematyka hydrologiczna, oceanograficzna, marynistyczna i żeglarska, pora zweryfikować poglądy. To lektura do niespiesznego czytania, skrząca się od ciekawostek, ale też swoisty manifest ekologiczny, wcale nie nachalny.

Polecam gorąco.


[1] Księga morza, Morten A. Strøksnes, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2017, s. 44.
[2] Księga morza, Morten A. Strøksnes, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2017, s. 199.






poniedziałek, 27 marca 2017

Księga cytatów. Najpopularniejsze motywy literackie - Agata Hącia, Ewa Wolańska, Adam Wolański



Księga cytatów to powstała z myślą o maturzystach – tak tegorocznych, jak przyszłych, zbierająca najpopularniejsze motywy literackie.

Stworzona przez Agatę Hącię, Ewę Wolańską i Adama Wolańskiego publikacja jest niczym innym, jak podręcznym zestawem najpopularniejszych cytatów pochodzących z tekstów niezbędnych na egzaminie dojrzałości – zarówno na poziomie podstawowym, jak i rozszerzonym.

Całość uporządkowana jest bardzo przemyślanie – wcale nie epokami, jak znacząca większość publikacji dedykowanych maturzystom, lecz alfabetycznie. Czytelnik nie musi zatem brnąć przez każdą epokę, by dotrzeć do pożądanego fragmentu, za to wystarczy mu spojrzeć na spis treści i pokierować się bezpośrednio do szukanego autora. Książka jest bardzo przekrojowa – obok sztandarowego Mickiewicza znajdziemy tu bowiem Adama Asnyka, Tadeusza Gajcego, Ryszarda Krynickiego, Kazimierza Moczarskiego, Szymona Szymonowica, jak i Rafała Wojaczka.

Poza częścią centralną, jaką stanowią najbardziej rozpoznawalne i wyróżniające fragmenty ich twórczości, książka posiada szczegółowy spis źródeł cytatów, jak i również kalendaria oraz indeksy – tak samych autorów oraz ich dzieł, jak motywów literackich oraz tytułów.

Książka ta ma być publikacją pomocniczą – do codziennej nauki szkolnej oraz domowej, uczniów szkół ponadgimnazjalnych. Z założenia pomagać ma tym, którzy często tworzą eseje, referaty czy też rozprawki, jak i tym, którzy właśnie przygotowują się do egzaminów. Choć to maturzyści skorzystają z niej najwięcej, także i uczniowie niższych klas z powodzeniem mogą książkę spożytkować – znajdą w niej bowiem wszystko to, co przyda im się podczas omawiania lektur, tworzenia prac domowych czy przygotowywania do opracowywania tekstów danego pisarza.

Każdy z cytatów posiada odnośnik do dzieła, z którego pochodzi, dzięki czemu korzystający z publikacji bez problemu odnajdzie go w konkretnym utworze i osadzi w całości tekstu.

Sądzę, że publikacja ta może być wielce pomocna nie tylko uczniom, ale również nauczycielom czy korepetytorom. Stanie się bowiem skarbnicą najważniejszych mott i cytatów, dzięki której bez problemu będą się oni mogli poruszać po meandrach polskiej i zagranicznej literatury ora z łatwością odnajdywać poszukiwane przez siebie fragmenty.

Warto się z nią zaznajomić. 

niedziela, 26 marca 2017

#Upał - Michał Olszewski



Bzdynk. Bzz. Drrrr.

Ciągłe dźwięki powiadomień, wibracje. Ktoś polajkował naszego posta, ktoś inny dodał nowe zdjęcie, jeszcze inny transmituje na żywo, a kolejny dodaje gorący status. Przecież musisz być na bieżąco. Musisz pędzić, gnać, żyć w szumie informacyjnym, brać na siebie więcej, więcej, więcej i więcej. Czujesz, że już się z ciebie przelewa, że emocjonalnie, duchowo i fizycznie nie dajesz już rady, lecz nie możesz zostać w  tyle. Musisz wiedzieć co dzieje się wokół. Tego wymaga od ciebie świat. Stracisz czujność – stracisz swój dobry wizerunek. Lepiej znać się na wszystkim po trochu i lawirując, maskować swoją niekompetencję, niż znać się dobrze na jedne rzeczy. Jedna, to nic. Liczy się masa. Wszędzie i zawsze.

Flej to uzależniony od newsów dziennikarz pracujący w portalu internetowym, którego celem nadrzędnym jest pogoń za dobrym materiałem. Wszędzie, za wszelką cenę, czasem nawet mimochodem. Jego umysł wytrenowany jest tak, że wokół siebie tak naprawdę widzi jedynie to, co może wykorzystać. Nieustannie dzwoniący smartfon, stały dostęp do Internetu i mnożące się wokół „gorące” tematy, to jego życie. Bohater odczuwa przymus ciągłego gromadzenia informacji – i to nie byle jakich. Jego wiadomości mają generować lajki, mają tworzyć superbazę klikalności, ‘szerowalności’, followersów, oglądalności i wzbudzać (chociażby powierzchowne i pozorne) zainteresowanie. Jego być to istnieć w sieci.

Wydaje się, że Michał Olszewski podszedł do tematu współczesnych uzależnień bardzo serio – jego bohater stanowi idealny (choć skrajny) przykład osoby niezdolnej do bycia offline. Taka sytuacja bowiem, chociażby chwilowa, generuje w nim poczucie głębokiego nieszczęścia. Mężczyzna ma poczucie, jakoby omijało go coś niezwykle istotnego, jakoby życie toczyło się poza nim i zabraniało mu do siebie dostępu.

Autor wykreował postać człowieka, który przeraża. Mimo że my – chcąc, nie chcąc – także jesteśmy dziś uzależnieni od bycia online, wydaje się, że mało kto doprowadził się już do stanu, w jakim znajduje się Fej. Chociaż... spróbujcie na cały dzień wyłączyć telefon i dostęp do Internetu. Czujecie to niebezpieczeństwo? Czujecie to nerwowe mrowienie? Świerzbią was ręce, korci sprawdzenie tego, co tam u znajomych na Facebooku, Twitterze albo na Instagramie? To niezawodny znak naszych czasów.

#Upał ma być ostrzeżeniem, ma być biciem na alarm przed tym, co niedługo może się wydarzyć. Ma być przestrogą dla tych, którzy nie chcą skończyć jak Fej, którzy nie chcąc tak mocno zrujnować swojego życia, doprowadzić się do formy wydmuszki, po to tylko, by pozornie być na bieżąco i coś znaczyć. Nie jest to lektura wygodna – i wcale nie przez bardzo specyficzny język, język internetowej nowomowy, czasem wręcz nowoczesny bełkot. Książka będzie Was uwierać, bo w wielu miejscach przejrzycie się w niej jak w zwierciadle.

Przy tym wszystkim niejako od kuchni pokazuje ona pracę dziennikarza portalu internetowego – gotowe szablony wypowiedzi, pod które wstawić należy jedynie odpowiednie daty i nazwiska; wzoru podkręcania newsów, haseł, które zwiększą oglądalność. Autor pokazuje jak omamia i ogłupia nas zalew błahych, nic nieznaczących informacji, którym wciąż dajemy się pochłonąć, a które nierzadko ewokują agresję, robią wodę z mózgu i zaśmiecają nasze wnętrza.

Odnoszę wrażenie, że to lektura obowiązkowa dla wszystkich tych, którzy na bieżąco śledzą doniesienia mediów, a którzy nie zostali jeszcze na tyle ogłupieni, by nie dostrzec swoich problemów, gdy zostaną im brutalnie wytknięte i nie poddać się autorefleksji.  

Niepokojąca, ale ważna.



sobota, 25 marca 2017

Jezioro łabędzie - Charlotte Gastault



Jezioro łabędzie wydawnictwa Mamania, to najpiękniejsza książka ostatnich kilku lat.

Choć fabułę baletu Piotra Czajkowskiego zna chyba każdy, zanim wybierzecie się z dzieckiem na widowisko, warto mu pokrótce przybliżyć historię opowiedzianą na jego motywach przez Charlotte Gastault. Opowiedzianą nie tyle słowami, ile obrazami.

Książę pochodzący z krainy jezior i lasów marzy o prawdziwej miłości, a jego rodzice o jego rychłym ożenku. Pewna zaś księżniczka – Odetta – została tymczasem zamieniona przez czarnoksiężnika w łabędzia. Gdy się spotykają, zaczyna rodzić się uczucie. Tylko tyle i aż tyle. Historia tej miłości porwała i porwie jeszcze niejednego. Tymczasem jednak, dzięki Gastault, zyskała ona nowe, cudowne życie. I specjalnie z myślą o młodym czytelniku – zmieniono jej zakończenie.

Publikacja ta jest arcypiękna, wycyzelowana, stworzona z nieprawdopodobną dbałością o szczegóły i pomysłowością. Każdego chwyci ona  za serce i każdy, kto ją zobaczy, będzie chciał być w jej posiadaniu.


Ażurowe, imitujące koronkę, wycinankowe, witrażykowe ilustracje są delikatne, wykonane kunsztownie, widać po nich benedyktyńską pracę włożoną w każdą kolejną stronicę, która jest niczym innym, jak małym dziełem sztuki. Nie wiem czy mam w swojej biblioteczce piękniejszą książkę i nie sądzę, bym kiedykolwiek miała mieć. To absolutny numer 1. 

Przy przewracaniu każdej kolejne strony ma się wrażenie, jakoby bohaterowie ożywali – rośliny, postaci – wszystko wprawione zostaje w ruch za sprawą delikatnych drgań powietrza. Publikacja niesłychanie pobudza wyobraźnię, cieszy oko i – mimo dość jednolitej kolorystyki – skrzy się w słońcu i wprowadza atmosferę tajemniczości oraz magii północy, tak istotną dla fabuły.  

Czysta finezja i artyzm. 











piątek, 24 marca 2017

Załatw pogodę, ja zajmę się resztą - Renata Frydrych



Bohaterka książki, Pola Kukułka, ma 27 lat i troje dzieci, które bardzo kocha. Jako że nie wszystkie są jej, a jej ukochany zmarł, kobieta musi szybko wyjść za mąż, by uzyskać szansę na adopcję dzieci zmarłego partnera. Panie z poradni nie są przekonane o jej zdolnościach wychowawczych, a warunki w jakich dzieci żyją także w ich opinii nie są korzystne dla ich prawidłowego rozwoju. 

Sprawy postanawia wziąć w swoje ręce Rzeczywistość. Ona zadbała bowiem o to, by kandydatów na mężów wokół Poli nie zabrakło. Klęska urodzaju jest jednak równie niepożądana jak posucha. Kobieta bowiem nie wiem kogo słuchać – serca czy głosu rozsądku. Każde bowiem wskazuje jej zupełnie inną drogę. 

Łukasz, Paweł, Wiktor – trzech kandydatów, każdy z innego świata. Szef kuchni, lekarz i gwiazda coachingu. Nieśmiali, przebojowi, weseli, pewni siebie, jąkający się – Pola może wybierać z całej palety cech. Poza swoimi uczuciami musi jednak zadbać o coś jeszcze – o uczucia dzieci, dla których wybranek ma być opiekunem. 

Załatw pogodę, ja zajmę się resztą to niezwykle ciepła, pogodna, rodzinna, pozytywna opowieść o poszukiwaniu szczęścia i miłości. Głowna bohaterka – nieco roztrzepana, zagubiona i niepewna własnej wartości – to postać, którą polubicie z miejsca. Niewyidealizowana, przestylizowana, lecz całkowicie normalna: z problemami, wiecznym brakiem czasu, niezdecydowaniem, jednak gorącym i wielkim sercem, którym chętnie obdarzyłaby cały świat. Wsparcie ma w rodzinie, która kibicuje jej jak może i chroni na każdym kroku. 

Pola to taki powiew świeżości – zarówno na kartach powieści, jak i w życiu jej bohaterów, wtłoczonych w sztywne schematy pracy. Jest kobietą, która musi zainteresować, choć wcale typową zdobywczynią męskich serc nie jest. Wręcz przeciwnie – jawi się jako niepokojąco normalna, zraniona dziewczyna, poszukująca własnej drogi. Zagubiona jak większość współczesnych młodych kobiet. Rzeczywistość co rusz płata jej figle – nie chce bowiem jedynie zdobyć dla niej Księcia, lecz także utwierdzić ją w przekonaniu, że jest wiele warta i niepotrzebnie ukrywa swoje talenty. 

Mimo że książka ta jest typową komedią romantyczną, wcale nie jest cukierkowa. Jest w niej wszystko to, co w dobrej, lekkiej powieści znaleźć się powinno – humor, pozytywny wydźwięk, mnogość barwnych bohaterów, uwypuklenie pozytywnych cech i wskazanie na to, że każdy – bez względu na zawód, sposób mówienia czy usposobienie – ma prawo do szczęścia. 


Ciepła, zabawna, pełna przedziwnych zwrotów akcji opowieść, która z pewnością wywoła uśmiech na waszych twarzach. Warto! Dla relaksu, rozluźnienia, dobrych wrażeń.




  




czwartek, 23 marca 2017

I cóż, że o Szwecji - Natalia Kołaczek



I cóż, że o Szwecji to książka autorki, która jak nikt inny w polskiej blogosferze zna się na Szwecji – Natalii Kołaczek, autorki Szwecjobloga, którego czytam namiętnie, i którego lekturę polecam wszystkim tym, którzy chcieliby swoją wiedzę uzupełnić, jak i tym, którzy zasmakują w książce i nawet się nad kontynuowaniem szwedzkiej przygody nie będą zastanawiać.

Publikacja ta jest bardzo przekrojowa – autorka przyjęła sobie za cel opowiedzenie wszystkiego po trochu, po to, by rozbudzić zainteresowanie czytelnika opisywanym przez nią krajem i jego mieszkańcami. Będzie zatem trochę języka, trochę tradycji, trochę kultury, trochę kulinariów, trochę zwyczajów i ciekawostek.

Jako że literaturę faktu poświęconą Szwecji czytam nałogowo, ciekawa byłam czy w książce tej znajdę jakąkolwiek informację, której wcześniej bym nie przeczytała. Ku mojej wielkiej uciesze smaczków takich jest wiele. Autorka nie dość, że jest specjalistką od wyszukiwania szwedzkich newsów, wszak język opanowany ma do perfekcji, to jeszcze przekazuje informacje z pierwszej ręki – wiele anegdotek pochodzi z jej podróży do Szwecji. A te są zawsze najciekawsze.

I tak oto dowiecie się czym jest syndrom Bullerbyn, jak dogadać się z uchodzącym za introwertycznego i małomównego Szwedem, dlaczego w sklepowej kasie okazuje się, że płacicie inaczej niż sobie policzyliście (sprawdziłam empirycznie, prawda to!), dlaczego Szwedzi uważają, że królewskie dzieci są traktowane niesprawiedliwie, pogotujecie z niestroniącym od przekleństw Food Emperorem i dowiecie się dlaczego klnie po polsku z takim upodobaniem, poznacie wszelkie możliwe powody do świętowania, uzyskacie odpowiedź na to przez ile lat szwedzka zabudowa będzie jeszcze tak charakterystycznie czerwona i dowiecie się jak przejawia się słynne szwedzkie równouprawnienie.

Wielkim plusem jest to, że autorka podczas przytaczania kolejnych informacji, buduje możliwie najdokładniejszy kontekst – nierzadko historyczny. Jest to ogromną zaletą, bowiem pozwala usytuować zjawisko / słowo / wydarzenie w odpowiedniej przestrzeni, a co za tym idzie – lepiej je zrozumieć i zapamiętać.

Całość przeplatana jest fotografiami, które to budzą tęsknotę za Północą, to zaś wzmagają apetyt i rozbudzają ochotę na słodycze, innym zaś razem pozwalają na przeniesienie się w pamięci i wyobraźni do miejsc odwiedzonych i tych wciąż nieznanych. Kołaczek sprawia, że terra incognito staje się oswojona, zrozumiała, niemalże własna i swojska. Zdecydowanym walorem jest także wydanie, szczególnie zaś dobrej jakości papier.

Jeśli towarzyszy Wam fascynacja krajami skandynawskimi, jeśli Szwecja jest Waszym spełnionym lub wciąż niespełnionym marzeniem, jeśli lubicie odkrywać kultury bliskie, a jednocześnie całkiem inne niż nasza – książka będzie dla Was bardziej niż satysfakcjonująca. 

Nabierzecie ochoty na więcej, gwarantuję;)